JBL Pulse

Już na początku musimy sobie wyjaśnić pewną kluczową kwestię, która wpłynie na to, jak odbierana będzie ta recenzja – JBL Pulse to gadżet. Fakt ten nie podlega w zasadzie dyskusji, przez co porównywanie jakości dźwięku, który z niego płynie z np. zestawami głośników, które można otrzymać za tę samą cenę jest całkowicie pozbawione sensu. Dlatego też przez cały czas na Pulse’a spoglądać należy przez pryzmat gadżetu – a w tej roli sprawdza się on perfekcyjnie – po krótkim tylko obcowaniu z głośnikiem czujemy, że chcemy go mieć!
Wśród audiofilów i melomanów marka JBL to gwarant dobrego brzmienia i wysokiej jakości. Pulse skierowany jest jednak do nieco innej grupy docelowej, co zresztą widać już po filmie promocyjnym. To sprzęt, którym wywołasz wśród innych nutkę zazdrości bez względu na to, gdzie się z nim pojawisz – targetem są więc przede wszystkim młodzi odbiorcy, którzy docenią wszystkie wymyślne funkcje głośnika.

TOWARZYSZ KAŻDEJ IMPREZY

Sam głośnik jest niewiele większy od typowej półlitrowej puszki, co już samo w sobie może nasunąć imprezowe skojarzenia. Pulse wbrew pozorom jest sprzętem niezwykle prostym w obsłudze – cały panel służący do sterowania urządzeniem znajduje się w górnej podstawie wykonanej z gumowanego plastiku. Identycznym materiałem wyłożona jest podstawa dolna. Pozostała część urządzenia pokryta jest metalową kratką maskującą, pod którą znajduje się ekran z kolorowych diod LED. To właśnie one przede wszystkim sprawiają, że Pulse wyróżnia się spośród całej gamy konkurencyjnych głośników bezprzewodowych. Część malkontentów powiedziałaby pewnie, że to tylko bajer, ja powiem – „owszem, ale za to jaki!”. Na możliwościach diod skupię się później, teraz pora powrócić do podstaw.
Pudełko z głośnikiem nie jest przepełnione niepotrzebnymi elementami, jakie mają w kupującym wywołać fałszywe uczucie posiadania sprzętu z mnóstwem dodatków, które w praktyce okazują się niepotrzebne. Mamy tu elementy niezbędne – porządnej jakości przewód microUSB wraz z zasilaczem do ładowania głośnika. Ponadto w opakowaniu znajdziemy jeszcze instrukcję, kartę gwarancyjną i tym podobne papiery oraz samą gwiazdę recenzji – a wierzcie, że słowo „gwiazda” pasuje do niego, jak żadne inne. Po wyjęciu głośnika z opakowania zastanawiałem się, jak bardzo skomplikowane będzie połączenie go z telefonem, miałem też wątpliwości, czy aby na pewno bardziej wiekowe komórki nie będą miały pod tym kątem żadnych problemów. Szybko jednak okazało się, że nie ma się czym przejmować, a ze zintegrowaniem głośnika z telefonem powinno poradzić sobie nawet kilkuletnie dziecko.

DSC_3465

ZABAWĘ CZAS ZACZĄĆ

Proces odbywa się w niecałą minutę. Wystarczy, że wciśniemy przycisk z logotypem Bluetooth na panelu głośnika, po czym wyszukamy go na naszym urządzeniu mobilnym i połączymy. Ot i cała filozofia. Obawy co do starszych telefonów na szczęście również okazały się płonne – z głośnikiem bez żadnych przeszkód połączyła się każda komórka, jaką miałem w domu – oczywiście warunkiem jest posiadanie przez nią systemu Bluetooth. Co więcej, przy kolejnym uruchomieniu głośnika, parowanie z telefonem zostaje zapamiętane, jeżeli więc nie łączyliśmy się z nim przy pomocy innego urządzenia, możemy od razu przystąpić do słuchania.
A słuchać jest czego – nie będzie to nadużycie, gdy napiszę, że jest to jeden z lepiej brzmiących głośników tego typu na rynku, a jeżeli chodzi o tę kategorię cenową, to z pewnością plasuje się wśród najlepszych. Oczywiście musimy mieć na uwadze fakt, że sprzęt o takich rozmiarach, w dodatku bezprzewodowy, nie pozwoli na osiągnięcie wyrazistych, głębokich basów. Cała reszta pozostaje jednak bez zarzutu – dźwięki są dość czyste, a muzyka wydobywająca się z głośnika jest „przestrzenna” – słyszymy ją dobrze niezależnie od tego, w jakim miejscu w stosunku do Pulse’a się znajdujemy. Mam wrażenie, że specjaliści z JBL’a zrobili wszystko, co w przypadku głośniczka o takich rozmiarach jest możliwe. Jakość dźwięku jest naprawdę bardzo dobra, a w przypadku maksymalnej głośności, jaką możemy uzyskać, Pulse kładzie konkurencję na łopatki – jeżeli będziemy bawić się nim w domu możemy spodziewać się wizyty rozzłoszczonych sąsiadów.

ZOBACZYĆ DŹWIĘK

Już sama jakość brzmienia jest wystarczającym atutem, który może przekonać do zakupu głośnika, jednak jego siła leży we wspomnianych wcześniej diodach. Mogę zapewnić, że jeżeli sąsiedzi, o których pisałem wcześniej, przyjdą z naganą, usiądą z Wami i będą bawić się głośnikiem, gdy tylko zobaczą efekty świetlne, które generuje. Do wyboru mamy kilka standardowo zaprogramowanych wizualizacji, wśród których wymienić można faworyzowany przeze mnie equalizer czy też płynne przejścia kolorów. Diody oczywiście dopasowują się do brzmienia muzyki, przez co po zgaszeniu światła możemy poczuć namiastkę pobytu w modnym klubie. Żałuję tylko, że ze względu na mroźne wieczory nie miałem okazji przetestowania Pulse’a w plenerze, do którego wydaje się on stworzony – mogę tylko wyobrazić sobie, jak wyśmienicie sprawdziłby się podczas imprezy na działce czy wypadu pod namioty.
Warto wspomnieć też o aplikacji JBL MusicFlow, dzięki której możemy sami zaprojektować indywidualną wizualizację ustawiając jej jasność, kolor i częstotliwość pulsowania. Możemy też skorzystać spośród wielu przygotowanych przez innych użytkowników opcji, które można ściągnąć z sieci. Aplikacja pozwala również na zdalną zmianę kolorów z poziomu telefonu, jeżeli więc dany efekt się nam znudzi, nie musimy podchodzić do głośniczka.

DSC_3461

MOŻE BYĆ JESZCZE LEPIEJ

Pomimo tego, że jakość muzyki jest, jak na głośnik o takich rozmiarach, bez zarzutu, od razu zaznaczę, że może być jeszcze lepiej. To chyba jeden z pierwszych przypadków jakie znam, gdy widniejący na opakowaniu znak „Made for iPhone/iPod/iPad” okazuje się nieść za sobą jakieś korzyści. Nie wiem dokładnie, jaka jest tego przyczyna, jednak ten sam utwór w formacie mp3, o tej samej jakości, odtwarzany z iPhone’a, brzmiał nieznacznie, choć odczuwalnie lepiej niż w przypadku telefonu komórkowego nie sygnowanego logiem Apple. Czynnik ten należy jednak uznać za dodatkową zaletę dla użytkowników urządzeń z nadgryzionym jabłkiem, gdyż jakość osiągana przez inne telefony jest więcej niż zadowalająca.
Na koniec warto wspomnieć jeszcze o przyjemnym zaskoczeniu związanym z wytrzymałością baterii. Według informacji zawartej w instrukcji głośnik powinien działać ok. 5 godzin bez ładowania, w zależności od głośności, z jaką z niego korzystamy. W moim przypadku Pulse zabłysnął pracowitością wyrabiając ponad 200% normy. Co prawda, przez większość czasu korzystałem z niego z wyłączonymi efektami świetlnymi, jednak ponad 12 godzin, w trakcie których działał bez konieczności podłączenia go do ładowarki, przekroczyły moje najśmielsze oczekiwania.

PODSUMOWANIE

Tak jak wspominałem na początku tekstu, JBL Pulse to gadżet – gadżet, który w swojej roli sprawdza się na dziesiątkę! Jakość dźwięku, jak na urządzenie tego typu jest wręcz nieprzyzwoicie dobra, a „bajer” w postaci wizualizacji ma niesamowicie wielką siłę przyciągania i oddziaływania na osoby trzecie. Parafrazując znaną wszystkim reklamę: JBL Pulse – 899,00 zł, miny ludzi i ich rozszerzające się oczy na widok głośnika – bezcenne. Po prostu: chcę go mieć!

Share this post: