Bose QuietComfort 15

Jak to zwykle z innowacjami i nowinkami technicznymi bywa, słuchawki z funkcją aktywnego tłumienia szumu płynącego z otoczenia, mają tyle zagorzałych fanów, co i broniących swojego zdania przeciwników. Jeżeli należysz do tej drugiej grupy, bez wątpienia istnieje jeden argument, który może przekonać Cię do zmiany zdania – na imię mu Bose QuietComfort 15.
Podstawowym zarzutem stawianym słuchawkom wyposażonym w system tłumienia szumu, jest zaniżona jakość dźwięku w stosunku do słuchawek „tradycyjnych”. Wśród wad wymienia się także konieczność korzystania z dodatkowej baterii, co skutkuje wymogiem systematycznego ładowania lub jej wymiany. Sprawia to również, że słuchawki tego typu są zazwyczaj nieco cięższe i mają większe gabaryty. Bose QuietComfort 15 skreśla każdy z powyższych zarzutów z niezwykłą dokładnością – wystarczy powiedzieć, że niespełna trzy tygodnie temu sam byłem przeciwnikiem tej zbytecznej w mojej opinii funkcji.

DOBRE MIŁEGO POCZĄTKI

Bose dba o nasze doznania już od momentu odpakowania pudełka zawierającego nasz cenny zakup. Pierwszą rzeczą, którą ujrzymy jest wzorowo wykonany futerał na słuchawki, dzięki któremu nie musimy się martwić o ewentualne uszkodzenia podczas podróży. Rzadko po zakupie jakiegoś produktu dzieje się tak, że bonusowy gadżet odciąga moją uwagę od „zawartości głównej”. Tym razem jednak poświęciłem chwilkę na obejrzenie futerału – znalazło się w nim miejsce nawet na takie szczegóły, jak przenośna, przyczepiana na rzep, zamykana kieszonka oraz przegródka na wizytówki. Już na starcie zestaw wywarł więc na mnie wrażenie – dalej było jeszcze lepiej.
Oprócz futerału w pudełku znajdziemy ponadto dwa kable – jeden uniwersalny, a drugi z wbudowanym pilotem i mikrofonem – dedykowany urządzeniom z logo nadgryzionego jabłuszka na obudowie. Standardem jest również przejściówka na złącze używane w samolotach. Główną zawartość stanowią jednak, rzecz jasna – słuchawki.
Człowiek kupuje oczami, na początek więc kilka słów o designie – ten jest, najprościej ujmując, klasyczny. Osoby, które przyzwyczajone są do powszechnych aktualnie futurystycznych kształtów i nietypowych, wyróżniających słuchawki wśród konkurencji, elementów mogą poczuć się zawiedzione – QuietComfort 15 wyglądają wyjątkowo niepozornie, a spoglądając na nie z perspektywy osoby trzeciej, nie powiedziałbym, że jest to sprzęt wart 1299 zł. Designerscy konserwatyści oraz cała rzesza osób twierdzących, że wygląd słuchawek to sprawa trzecioplanowa mają jednak powód do zadowolenia – fakt, że słuchawki nie rzucają się w oczy sprawia, że istnieje zdecydowanie mniejsze prawdopodobieństwo niepożądanej zmiany ich właściciela.

2

CZAS NA CISZĘ

Pierwsze założenie sprzętu na uszy wprawiło mnie w naprawdę niemałe osłupienie. Jakość jego wykonania jest niesamowicie wysoka, a to, co sprawiło, że stałem się zagorzałym fanem tych słuchawek to wygoda i komfort ich użytkowania. Wyłożone sztuczną skórą muszle oraz elastyczny pałąk są wyjątkowo nieinwazyjne – co jest szczególnie ważne w przypadku osoby tak jak ja noszącej okulary. Przyznaję z ręką na sercu – to jedyne słuchawki nauszne, w których nawet po kilku godzinach słuchania bez przerwy, nie odczuwałem irytującego uczucia wbijania się okularów w skórę głowy. Pałąk jest bardzo elastyczny, dzięki czemu słuchawki dobrze leżą w zasadzie na każdym, są też, jak na sprzęt wyposażony w funkcję tłumienia szumów niezwykle lekkie.
Nic jednak po komforcie, jeżeli jakość dźwięku z nim nie współgra. Założyłem więc słuchawki na uszy, podpiąłem do sprzętu, odpaliłem pierwszą lepszą piosenkę i… nic, cisza. Należy zaznaczyć, że cisza była podwójna – spotęgowana dużą izolacją użytkownika od dźwięków płynących ze świata zewnętrznego – według wielu opinii, najlepszą z dostępnych na rynku. Pomimo, że wyciszenie było naprawdę niesamowite, nie do końca o to mi chodziło – chciałbym jeszcze posłuchać muzyki. Szybkie zerknięcie na sprzęt uświadomiło mi jednak, że na prawej muszli znajduje się mały przełącznik służący do włączenia układu redukcji zakłóceń – bez jego uruchomienia słuchawki będą niestety milczeć jak zaklęte.

ODSŁUCH

Po krótkich problemach mogłem więc przystąpić do słuchania muzyki – najlepszą oceną będzie w tym przypadku stwierdzenie, że od momentu pierwszego założenia słuchawek na uszy, pozostałe one na nich w zasadzie przez kolejne dwa tygodnie. Na pewno znajdzie się grupka osób, którym brzmienie QuietComfort 15 nie będzie odpowiadać, niestety ciężko mi zachować obiektywizm, gdyż słuchawki te w stu procentach wstrzeliły się w mój gust i upodobania.
Zakres tonów generowanych przez sprzęt jest naprawdę szeroki, a równowaga pomiędzy ekspozycją wokalu i basu jest dla mnie wręcz perfekcyjnie ustalona. Dźwięki docierające do naszych uszu są niezwykle „techniczne” – niejednokrotnie przyłapywałem się na tym, że nie miałem uprzednio pojęcia o istnieniu takiego dźwięku w danym utworze, dopiero przesłuchanie go na QuietComfort 15 pozwoliło mi to sobie uświadomić. Słuchałem więc z coraz większą zawziętością, przeskakując z wykonawcy na wykonawcę, z gatunku na gatunek, żonglując płytami i „empetrójkami” – chcąc znaleźć jakiś ubytek, drobną choćby wadę w brzmieniu słuchawek. Niestety zmuszony jestem przyznać – poległem. Niezależnie od tego, czy lubujemy się w jazzie, rocku, niewyszukanym popie czy ciężkim, psychodelicznym dubstepie – sprzęt Bose’a spełnia swoją rolę wręcz znakomicie. Oczywiście należy brać tu pod uwagę, że funkcja Acoustic Noise Cancelling na pewno ma jakiś wpływ na jakość i identycznie wykonane słuchawki bez redukcji szumów, zapewne grałyby jeszcze lepiej.

1

O CISZY RAZ JESZCZE

Jak już wspomniałem wyżej – redukcja dźwięków płynących z otoczenia, oferowana przez QuietComfort 15 jest wymieniania na rynku jako wyznacznik, dlatego też nikogo nie powinno dziwić, że pod tym względem słuchawki pozostają bez zarzutu. Jeszcze zanim włączymy muzykę, możemy poczuć się jakbyśmy zanurkowali pod wodę, natomiast po usłyszeniu pierwszych dźwięków świat zewnętrzny w zasadzie znika. Najprościej zobrazuje to krótki przykład – szedłem chodnikiem wzdłuż jednej z najbardziej ruchliwych dróg w moim mieście, była godzina szczytu, a ja o przejeżdżających pojazdach dowiadywałem się wyłącznie z drgań podłoża. Ilość dźwięków docierających do naszych uszu z zewnątrz jest naprawdę minimalna, jednak na szczęście nie na tyle, by nie usłyszeć klaksonu zbliżającego się auta.
Będąc w temacie ciszy, przyszedł czas na wymienienie jedynej wady Bose QuietComfort 15, jakiej się doszukałem – dźwięków przedostających się na zewnątrz. O ile słuchacz jest od świata zewnętrznego odcięty w perfekcyjny sposób, to już w drugą stronę nie działa to tak dobrze. Dźwięki wydawane przez słuchawki są dość słyszalne, co może być dość uciążliwe – na przykład dla współtowarzyszy podróży w autobusie.

PODSUMOWANIE

Powyższa wada nie wpłynęła jednak znacząco na mój odbiór tego modelu. Bose QuietComfort 15 to doskonała propozycja dla osób, które tak jak ja, nie wierzyły do tej pory w skuteczność i sens stosowania systemów redukcji szumów. Idealne wyciszenie połączone z niesamowicie wysoką, jak na zastosowanie tej funkcji, jakością dźwięku tworzy obraz słuchawek wręcz idealnych. Nieliczne drobne wady, które są znalezione niemalże „na siłę” nie umniejszają im w nawet najmniejszym stopniu.

Share this post: